slow life

Piękno używania

Jestem przekonana, że gdyby zapytać mojego męża, czy jestem minimalistką, ten odpowiedziałby przecząco. Może by dodał, że chciałabym. Ja zaś jeszcze niedawno mogłabym się na niego zezłościć za tę odpowiedź, za to, że nie docenia moich wysiłków lub absolutnie nie wie, na czym ten minimalizm polega. Nasze definicje minimalizmu są zdecydowanie różne.

Jakiś czas temu mocno zaangażowałam się w zaspokajanie potrzeb, nawet tych przyszłych, które być może nigdy nie zaistnieją. Wiecie, zakupy przez internet i dorzucenie książki dodatkowej, żeby się przesyłka zwróciła. Zakup materiałów na domowy proszek i dorzucenie mydła, bo kiedyś się przyda. Ostatnio mocno się od tego uwalniam.

Co się zmieniło?

Przeprowadziliśmy się. Już podczas pakowania dotarło do mnie, dlaczego świadome ograniczanie ilości przedmiotów wiąże się często z wydarzeniami przełomowymi – np. przeprowadzką lub sprzątaniem garażu, jak to poczytamy w książce Im mniej, tym więcej.

Dla mnie właśnie takim przełomowym wydarzeniem było ogarnięcie naszego gromadzonego przez 6 lat w jednym miejscu dobytku. Pani, która przyszła oglądać nasze mieszkanie, powiedziała, że nie ma dużo rzeczy, bo kilka razy się przeprowadzała. Cóż, my osiedliśmy, nauczyliśmy się upychania rzeczy, by nie było ich widać. W zasadzie kłopoty z metrażem skłoniły do przemyślenia sprawy posiadania wiele osób, również początki prostego bloga wiążą się z nadmiarem rzeczy.

Pakując nas zauważyłam, że największą moją zmorą są przedmioty kupowane na zapas. Wydawało mi się, że robiąc zakupy w ten sposób, troszczę się o moją rodzinę. Dziś widzę to inaczej. W dużej mierze przetrzymywałam czy też blokowałam pieniądze, czas i miejsce.

Piękno używania. Korzystanie z rzeczy starych

I tak oto stałam się fanką zużywania. Częstego używania rzeczy, ubrań, kosmetyków i czerpania przyjemności z każdorazowego użycia ich. Choćby takie codzienne, zwykłe, nudne smarowanie twarzy kremem. Jakie to może być przyjemne! Wącham cudowny aromat oleju śliwkowego, czuję jak moja skóra zaczyna odpoczywać. Stało się to bardzo proste – mam jeden krem (aktualnie olej) do twarzy, stoi na półce, wyciągam rękę, używam. Nie muszę się zastanawiać: co, na co i po co mam użyć.

piękno zużywania minimalizm

Zużywanie dotyczy również książek, ubrań czy zabawek. Łatwo jest dodać przedmiot do koszyka, wnieść do domu. Znacznie trudniej jest znaleźć dla niego nowego właściciela. Wybieram trend odwrotny – czerpanie z tego, co mam. Wnikliwe przeglądanie zasobów. Przyglądanie się sobie i swoim myślom, zamiast szukania inspiracji na zewnątrz. Zużywam.

Korzystanie ze starego daje mi mega radość i wolność. Jest tak dalekie od wiecznej pogoni za nowym i bardzo realnie uwalnia od potrzeby gromadzenia. Bardzo się cieszę, że mogę się tym z wami podzielić. A co jeśli doszliście do podobnych wniosków? Jak się z tym macie?

You Might Also Like

  • http://napisawszy.pl Olga | Napisawszy.pl

    To się chyba nazywa frugalizm :)
    Mam podobnie :)

    • http://www.marilabo.pl/ Mari Labo

      I to nawet ma swoją nazwę. Nieźle. Tylko jakoś tych -izmów nie lubię, wolę myśleć o pięknie (z)używania :)

  • http://kodekskaroliny.pl/ Kodeks Karoliny

    Jestem za! Świetny pomysł. Szczególnie odnośnie kosmetyków… Przeraża mnie, że mam z 5 balsamów do ciała – po co? Naprawdę czas zużyć wszystkie i dopiero potem sięgnąć po nowy ;)