inspiracje

O twórczych blokadach i pasji. Jak zacząć pisać

Wielokrotnie pisałam o tym, jak przełamuję się, by wrócić do ulubionej czynności. Jak ciągle stwierdzam, że wreszcie zacznę, wreszcie znów będę wyrażać siebie. I owszem, zaczynam od nowa.

Znane są ci te sytuacje, kiedy uwielbiasz coś robić, a przerost twoich oczekiwań sprawia, że trudno się za to zabrać. Miałam tak z jazdą na rolkach. I jeżdżeniem autem. Jak już nim te kilkanaście razy jechałam, to bardzo mi się podobało, chciałam więcej. Mknąć po krakowskich ulicach lub włączyć głośną fajną muzykę i jechać dalej. Nigdy jednak tak nie zrobiłam. Blokowały mnie moje oczekiwania i obawy przed porażką. Wynajdywałam dla siebie coraz to nowe usprawiedliwienia, przeszkody – ot, korki, konieczność znalezienia miejsca parkingowego itd. itp. i korzystałam z wolności jeżdżenia komunikacją miejską.

Mam tak z pisaniem.

blokady-twórcze-kreatywność

 

Gdyby aplikacja evernote była zeszytem, to dawno pękłaby w szwach. Mam masę napoczętych i nadgryzionych zębem czasu pomysłów. Najczęściej wpadam na genialny pomysł i… chcę potem sprawdzić, co inni sądzą na ten temat. I czytam. A potem okazuje się, że już 22, pora karmienia lub usypiania. Zamykam komputer i idę w życie. Życie prowadzi do kolejnego pomysłu z cyklu życie fajnej matki, jak mało potrzeba, jak dużo posiadasz czy też kreatywne spędzenia czasu z dzieckiem lub biznesmama po godzinach. Zapisuję szkic notatki i sytuacja się powtarza. No, znasz to pewnie z autopsji.

Przyjęłam w życiu zasadę, że jeśli czegoś chcesz, a nie możesz znaleźć na to czas czy sprzyjające okoliczności, to znaczy, że wcale tak bardzo tego nie chcesz. Jak się chce, to się może. Pytanie podstawowe brzmi: czy chcesz żyć w tym konflikcie między chceniem a nierobieniem? Czy gotowa jesteś odpuścić, czy wreszcie weźmiesz się w garść i zrealizujesz jedno czy drugie marzenie. Czy będziesz tak tylko gadać. Ile masz takich nierozwiązanych konfliktów? Mój najstarszy taki konflikt to gra na gitarze, kiedy to chciałabym, ale nie mogę, nauka photoshopa, która przez kilka lat była na jakiejśtam liście priorytetów i wciąż tym priorytetem nie była.
Najłatwiej się gada. Choć to milczenie jest złotem.

Dlaczego nie piszę? Bo mam też wrażenie, że poprzez czasami natrętne, czasami zbyt łatwe sięganie po telefon z internetem w porze domniemanego odpoczynku doszłam do takich miejsc, gdzie klarowność myśli nie istnieje, gdzie mieszkają braki w stylistyce i ortografii. Mam też wrażenie, że tej wątpliwej jakości język czasem też się przykleił do mnie. Że pisałabym nieskładnie, chaotycznie, językiem nieuporządkowanym i pozbawionym zasad. Że byłoby to tak stereotypowo mamuśkowate, że wstyd.
No i nie piszę, choć pisać bym chciała. Choć palce przyzwyczajone do pisania. Choć myśli czekają, by je ktoś uczesał. Choć pisać jest o czym i rzeczy to przydatne.

Chcę. Wiem, że to ważne. Szukam sposobów, by wyrwać się z twórczego marazmu. Polecisz swoje? Co ci pomaga, kiedy chcesz, ale nie możesz?

You Might Also Like

  • http://chicamala.pl/ Chica Mala

    Oj mi też by się przydały jakieś sposoby, bo od roku mój blog świeci pustkami. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że „mam dziecko” to tylko wymówka, bo wieczorami mogłabym pisać… tylko, że zazwyczaj już mi się nie chce. Jestem zmęczona, śpiąca i w głowie mam pustkę. Najlepsze pomysły przychodzą w ciągu dnia, gdy nie mam czasu nawet ich zapisać w telefonie, bo córka wyrywa mi go z ręki i też chce klikać jak mamusia… Nawet już myślałam o tym, żeby skasować całkiem blog i wrócić do pisania dopiero, gdy będę mogła się tym faktycznie zająć, a póki co po prostu zdjąć sobie ten temat z głowy, bo gdzieś tam w głowie siedzi we mnie, że powinnam/muszę pisać…

  • http://anetawojtiuk.pl/ Aneta Wojtiuk

    Miewam sporo pomysłów, ale nie wiem jak ugryźć temat. Albo chciałabym coś napisać, ale… nie mam pomysłu. A te zapisane coś nie idą, bo to nie ich czas, trudno się za nie zabrać itd. Mam zrywy, kiedy mogłabym napisać kilka tekstów dziennie, a są miesiące, kiedy tylko włączam program i… nic się nie dzieje. Czas to zmienić, masz racje ;)