biznes

Matka omnibus. Biznesmatka

Fascynują mnie kobiety. Ich duch przedsiębiorczości, aktywność, działanie. Odnajdywanie siebie w każdej roli, zwłaszcza w roli matki i businesswoman. Sama nią jestem, wiem, jakie to bywa trudne. Jednak czasem to świetna możliwość, by pogodzić opiekę nad dzieckiem i pracę. Dlatego w przyszłości planuję więcej tekstów i wywiadów z matkami przedsiębiorczymi. Jeśli już wiesz, z którą businessmamą chciałabyś przeczytać wywiad, pisz w komentarzu.

Tymczasem zapraszam do lektury tekstu napisanego przez Anię, mamę Leny i właścicielkę Sokowirówki. A jeśli jesteście z Warszawy, to koniecznie wpadajcie do Ani na świeże soki!

Moje dziecko jest zdrowe, rozwija się świetnie, a ja powoli i na nowo mogę się skupić na swojej karierze zawodowej.

Niejeden by powiedział: „głupia babo, masz szczęście, czego się czepiasz i wymyślasz bzdurne problemy?” Tak to prawda, bo można by stwierdzić, że uparłam się na ten konflikt „matki kontra reszta społeczeństwa”, ponieważ moje wejście w nową rolę wymaga najpierw jej zsocjalizowania, czyli przewartościowania dotychczasowego myślenia i odnalezienia się w wielu sytuacjach dotąd mi nieznanych. Jako początkująca, świeżo upieczona posiadaczka dziecka jestem przewrażliwiona, a matki i są i zawsze będą integralną częścią społeczeństwa, a nie istotami zeń wykluczonymi. Może rzeczywiście wyolbrzymiam, ale warto się temu zagadnieniu przyjrzeć nieco bliżej.

Z punktu widzenia globalizacji i nowoczesnego społeczeństwa matka jest ogniwem, które zdecydowanie opóźnia rozwój społeczny. Nieważne, że rodzi dzieci i to one stanowią podwaliny naszego istnienia jako rasy, a więc i społeczeństwa. Ważne jest to, że będąc na urlopie macierzyńskim, rodzicielskim, a co gorsza potem na przykład wychowawczym, kobieta nie pracuje, czyli nie przyczynia się do realnego wzrostu gospodarczego. Jej etat na korporacyjnym openspace w tym czasie zajmuje inny „trybik” „czelendżujący kejsy” przed kolejnym „dedlajnem”. Kończy się macierzyński, kobieta chce wrócić do pracy i… czeka na nią wypowiedzenie. I co z tego, że chroni nas prawo. Jeśli szef chce, a dość często jednak chce, to nic naszego etatu nie obroni.

businessmatka

 

Niestety w dalszym ciągu mało który pracodawca ma świadomość tego, że matka to najbardziej i najlepiej zorganizowane stworzenie, które stąpa po ziemi.

Nikt jak ona nie potrafi gospodarować czasem i nikt tak jak ona nie potrafi go tak dobrze wykorzystać. Ba! Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że w matczynym słowniku na próżno szukać stwierdzenia „nie mam czasu”. Nie ma czasu tylko ten, kto nie potrafi go efektywnie wykorzystać. Dla mnie doba trwa przecież nierzadko 48h a nie 24h. No i nie bez kozery krążył również ostatnio w sieci mem przedstawiający matkę jako „mombie” (połączenie dwóch ang. Słów ‘mom’ – mama, i ‘zombie’ – zombi) udowadniający wszem i wobec, że można żyć i całkiem sprawnie funkcjonować bez snu.

Co zatem pozostaje kobiecie, którą rzucił etat?

Nic innego jak odkryć wreszcie swoje talenty, zainwestować w swoje mocne strony i wykorzystać przewagę, którą posiadamy nad światem: mamy dzieci! Śmieje się w duchu, że każda noc, kiedy wstaję do córki to najlepszy czas na przemyślenia. Stąpając między cienką granicą snu a rzeczywistości, czuję się jakby mój umysł lewitował. Wtedy rodzą się genialne pomysły. Zastanawiam się czy inne matki również tak mają. Okazuje się bowiem, że macierzyństwo to moment, kiedy wiele kobiet decyduje się porzucić dotychczasową pracę i zająć się własnym biznesem, często związanym właśnie z tematem dzieci. A to właśnie będąc mamą najlepiej jesteśmy w stanie wyczuć niszę w tej branży. I tak powstał między innymi Whisbear, czyli szumiący miś imitujący dźwięk suszarki czy stroje dla małych baletnic wykonane z niezwykle miękkiego materiału robionego specjalnie na zamówienie mam, które ten biznes założyły.

Przedsiębiorczość to kolejna cecha współczesnej kobiety – matki. Przykładów mogę mnożyć na pęczki. Jak grzyby po deszczu wyrastają grupy wsparcia na portalach społecznościowych czy blogi, np. hafija.pl – blog matki karmiącej piersią, alaantkoweblw.pl – porady i przepisy dla matek rozszerzających maluchom dietę metodą BLW, mamygadzety.pl – przewodnik po rodzicielskich gadżetach. Powodzeniem cieszą się również wszelkiego rodzaju kursy, konferencje czy warsztaty organizowanie dla innych mam przez mamy dietetyczki, mamy doule i położne, mamy blogerki, na które, co ważne można, a nawet trzeba przyjść z własną pociechą!

Aktywnie wspieram wszelkie tego typu inicjatywy, sama również zapragnęłam wcielić w życie własny projekt i… idąc za propagowaną przeze mnie ideą zdrowego odżywiania i uzależnieniem od dobrego smaku otworzyłam food trucka! A właściwie Drink Trucka Sokowirówka, którym w letnie weekendy, pozostawiając naszą pociechę ku uciesze babć, wyjeżdżamy z mężem na warszawskie imprezy plenerowe i serwujemy świeżo wyciskane soki, koktajle i smoothies tym, którzy mają ochotę na coś orzeźwiającego i zdrowego. Uwielbiam gotować i tworzyć nowe smaki. Uwielbiam lokalne produkty, wszystko co ma korzonki i rośnie na drzewach. Dlatego przygotowując napoje bazujemy wyłącznie na świeżych, sezonowych owocach i warzywach od truskawek zaczynając na szpinaku kończąc. Kryterium jest proste. Swoim klientom podaję to co sama chciałabym otrzymać – najwyższą jakości doskonałą równowagę smaków, która jest w stanie zaspokoić nawet najbardziej wyrafinowane gusta. Sokowirówka jest moją pasją, rozwinięciem moich kulinarnych ambicji i początkiem drogi do wymarzonego celu (nie zdradzam, żeby nie zapeszyć).

Jestem aktywną mamą i dlatego uważam, że aktywizacja matek zarówno w sferze publicznej jak i biznesowej to ważny element całości życia społecznego.

Musimy czuć się akceptowane. Nie możemy być zaszczuwane i krytykowane, kiedy publicznie karmimy piersią, kiedy nasze dziecko płacze albo chcemy je przewinąć. Czasy kobiet ukrywających się z dziećmi w domu, chowających się po kątach z marudzącym czy głodnym niemowlakiem bezpowrotnie minęły. Mamy takie samo prawo korzystać z przestrzeni publicznej jak każdy inny obywatel, a co więcej, odważę się powiedzieć, że powinnyśmy być w tej przestrzeni bardziej uprzywilejowane. W końcu to my rodzimy dzieci, które w przyszłości będą zarabiały na naszą emeryturę.  I nie rozumiem jeszcze jednej kwestii. Dlaczego urlop macierzyński ktoś tak nietrafnie określił mianem „urlopu”? Co by nie mówić, okazuje się, że macierzyński oprócz tego, że jest ciężką fizyczną harówką i codziennym treningiem koncentracji jest również prawdziwą wylęgarnią wyłącznie dobrych pomysłów. Czemu tylko tych dobrych? Bo na złe kobietom – matkom szkoda czasu!

Ani dziękuję za tekst. To już druga jego część, pierwszą przeczytasz tutaj.

Napiszcie w komentarzach, jak spędziłyście „urlop macierzyński”, co wam dał ten czas i jak wspominacie powrót do pracy. A jeśli uważasz ten tekst za ciekawy i wartościowy, koniecznie polub go lub udostępnij, niech inni też przeczytają. Dziękuję!

 

You Might Also Like