slow life

Miesiąc życzliwości. Już dawno nie było tak trudno

Projekt jedno wyzwanie na miesiąc nadal trwa. Jak dotąd żadne wyzwanie na miesiąc nie było dla mnie takie trudne jak marcowe wyzwanie bycia życzliwym. Wydawało mi się, że wszyscy sprzysięgli się przeciwko mnie i chcą zwieść na nice cały mój wspaniały plan. Na początku marca pisałam o założeniach na miesiąc bycia życzliwym.

Żeby zrozumieć jak bardzo było mi trudno musicie wiedzieć, że nie lubię ludzi „przypadkowych”, tzn. takich, którzy zupełnie niespodziewanie mnie zaczepiają. Jak można było przewidzieć nagle każdy chciał dać mi ulotkę, zapytać o drogę czy poprosić o bułkę.

życzliwy

 

Nie rozumiem rozdawania ulotek, to marnowanie drzew, papieru tuszu i czasu osób sprzątających. Praca jest nudna, nierozwijająca, no chyba że przypadkiem trafimy na kogoś arcyciekawego, kto będzie chciał z nami rozmawiać. Już tak bardzo przyzwyczailiśmy się do ulotkarzy, że nawet nie zauważamy czego reklamę nawet nam dają. Podobnie jak wiele innych kierujemy swoje kroki w stronę kosza. Moje stanowisko co do ulotek się nie zmieniło. Jestem zdania, że nie biorąc oszczędzam czas rozdającego i osoby sprzątającej. Tak myślę, ponieważ sama lata temu te ulotki rozdawałam przez miesiąc.

Chętniej udzielałam pomocy innym ludziom. Raz jeden poległam. Wyobraźcie sobie Kraków. Planty, piątek, godzina 18. Wielki Piątek, dokładniej. I spotykam osobę niewidomą, która mnie pyta, gdzie tu w okolicy może dostać chwilówkę. No poległam na całej linii! Wiem, to dlatego, że nie biorę ulotek.

Z drugiej strony miałam wrażenie, że dzięki byciu życzliwą i uśmiechniętą np. w sklepie, zawiązuję jakieś lokalne relacje albo po prostu wybijam ten dzień z utartych kolein. Niby jestem przypadkową osobą, robiącą przypadkowe zakupy u przypadkowej ekspedientki, ale jednak nie tak do końca. I w sumie od takiego uśmiechu bardzo łatwo jest przejść do rozmowy.

Takie bycie życzliwym sprawia też, że częściej myślę, że ludzie są dobrzy. Staram się nie zakładać, że chcą mi coś zrobić na złość, np. nie ustąpić miejsca na wózek w autobusie. Przypominam sobie wtedy o sytuacjach, kiedy nie dość że ustąpili, to jeszcze pomogli mi ten wózek do autobusu wnieść. A takich sytuacji wbrew pozorom było już bardzo dużo.

To wyzwanie choć początkowo trudne dla mnie, sprawiło, że ten miesiąc był jakiś taki pełniejszy. Zatrzymuję je w swoim życiu na dłużej.Przeczytaj też o moich styczniowych i lutowych potyczkach z wyzwaniami. Zachęcam też do wzięcia udziału w podobnym projekcie.

No i na koniec: UŚMIECHNIJ SIĘ DO LUDZI!

You Might Also Like

  • Brzeska

    Życzliwość dla obcych, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, nie jest czymś banalnym, także tym bardziej gratuluję, skoro i tak nie lubiłaś zbytniej interakcji z obcymi dłużej niż to wymagane jest

  • http://panipoczytalna.pl/ Marta / Pani Poczytalna

    „Dzięki byciu życzliwą i uśmiechniętą np. w sklepie, zawiązuję jakieś lokalne relacje albo po prostu wybijam ten dzień z utartych kolein. Niby jestem przypadkową osobą, robiącą przypadkowe zakupy u przypadkowej ekspedientki, ale jednak nie tak do końca. I w sumie od takiego uśmiechu bardzo łatwo jest przejść do rozmowy”. Pięknie napisane! O to w tym wszystkim chodzi, też tak lubię i zgadzam się z Brzeską, to wcale nie takie banalne i proste, prościej chyba w drugą stronę…

  • Ula H.

    Uśmiech za uśmiech ! Uśmiech sprawia, że jest łatwiej. Gdy uśmiechniesz się, ktoś też się uśmiechnie, bo uśmiech rozładowuje napięcie, poprawia nastrój. Pozdrawiam :)