relacje

5 rzeczy, których nauczyło mnie małżeństwo

W małżeństwo weszłam bez poczucia strachu. Był to kolejny etap rozwoju naszego związku i nas samych. Za tymi drzwiami kryło się wspólne zamieszkanie i bycie razem na dobre i złe. I podobnie jak to z wieloma etapami wżyciu bywa, słyszałam: Po ślubie to się dopiero okaże. I co się okazało?

małżeństwo

5 rzeczy, których nauczyło mnie małżeństwo

1. Miłość się zmienia.

Kiedyś przerażała mnie myśl, że tych motylków w brzuchu już nie będzie. Że ta radość z tego, że właśnie go widzę, już nie będzie taka sama. Słyszałam lub czytałam, że miłość się zmienia, aż w końcu wypala. Wydaje mi się, że tak się dzieje tylko, kiedy osoby przestają rozmawiać ze sobą i nie poznają siebie i swoich zainteresowań.

To, że miłość się zmienia, to naturalne. Trudno chcieć,żeby mąż po tym jak obudzi się rano i przetrze te zaspane oczy cieszył się na mój widok jakby nie widział mnie co najmniej tydzień. Ale to też nie znaczy, że patrzy na mnie obojętnie. W tym wzroku jest i zakochanie, czułość, troska i tęsknota. Tak samo z miłością. Na pierwotny stan zakochania czy też zauroczenia nakładają się inne formy okazywania miłości. Tej prawdziwej, płynącej z serca, nie przelotnej sympatii.

2. Związek się zmienia.

Podobnie ze związkiem. Bycie razem sprawia, że budujecie wspólną historię. Najpierw wspólne wyjścia, rozmowy na ławkach w parku, seanse filmowe. Później mniej jest wyjść, więcej zmywania, poszukiwania pracy, wizyt w szpitalach.

Ale przychodzi taki moment, w którym zmiany nie przerażają. Kiedy nie chcesz już trzymać się kurczowo, tego co jest. Ale, kiedy patrzysz wstecz, nie możesz powiedzieć, że tamto było lepsze. Bez tamtego nie byłoby tego. A tak naprawdę i tamto (pierwsze randki) i to (wspólne kilkuletnie życie) jest równie piękne.

3. Człowiek się nadmiernie nie zmienia. Są rzeczy, które przeszkadzają dłużej i takie, które krócej.

Trudno mi szczerze odpowiedzieć na pytanie, czy zakładałam przed ślubem, że niektóre cechy mojego męża ulegną zmianie. Być może podświadomie. Na poziomie świadomym, każdy przecież wie, że tak samo jak jego trudno namówić do zmiany nawyku (często nieświadomego), tak samo też trudno komuś innemu zrezygnować ze swojego zachowania. Z czasem po prostu to mniej przeszkadza, a kiedy indziej okazuje się bardzo przydatną cechą czy nawykiem. Wręcz budulcem związku, gwarantem udanych wyjazdów i dobrych relacji.

Nie tak dawno, na kursie dla małżeństw usłyszeliśmy historię o małżeńskich szufladach. Otóż nie było żadnej innej cechy, która denerwowałaby Karola bardziej niż to, że Ania, jego żona, nie zamykała szuflad. Codziennie irytował się tym niepomiernie, aż w końcu przygotował się do rozmowy i wyłuszczył krok po kroku, dlaczego zamknięte szuflady są dla niego takie ważne. Ania zaakceptowała argumenty męża, ale szuflad dalej nie zamykała. Mąż irytował się coraz bardziej. W końcu poszedł po rozum do głowy i uświadomił sobie, że jedyną osobą, która w tym układzie może coś zmienić, jest on sam. I tak Karol zaczął zamykać szuflady, które otwierała jego żona.

A z drugiej strony, człowiek jest w stanie samodzielnie się zmienić. Najczęściej w obliczu wyzwania albo przygody wydobywa z siebie nieznane wcześniej cechy i umiejętności.

związek_kwiaty

4. Związek to nie kaktus – Potrzebuje pielęgnacji.

Z mojej perspektywy kaktus jest jedynym kwiatkiem, którzy rośnie nawet jeśli o nim zapomnisz. Można o nim zapomnieć na jakieś 10 lat, a i tak będzie rósł i rozwijał się. Mam taki okaz na parapecie.

Byłam na pierwszym roku studiów i doznałam olśnienia. Pamiętam jak dziś, szłam ulicą Podchorążych w Krakowie, wracałam do akademika. Ciepły wieczór. Idę i prawie krzyknęłam: „Eureka”. Otóż dotarło do mnie, że ze związkiem jest jak ze wszystkim – trzeba się tego nauczyć. No i jawna niesprawiedliwość, że do sakramentu kapłaństwa szykujesz się jakieś 5-7 lat, a do małżeństwa możesz przystąpić po kursie jednodniowym.

A tymczasem niby się wychowujemy w rodzinach, dookoła wiele znajomych par, ale prawdę mówiąc rzadko zwraca się na nie uwagę. Nie szuka się tego, co działa, ani nie przestrzega przed granicą, której przekroczyć nie można, urwiskiem które kończy związek. Na pierwszej randce dostajesz kwiaty, może na 5 też, bo to rocznica. Później jakoś leci. Czasem są święta, które prowokują lub wymuszają wspólne spędzenie czasu, jak choćby walentynki czy dzień kobiet. I tyle. Można jeszcze z przyjaciółkami poplotkować o swoich mężczyznach i tak się kończy statystyczne dbanie o związek.

A tymczasem bycie z drugą osobą to znacznie więcej. To uwaga, troska i rozmowa. Wspólna lektura książek dla małżeństw, oglądanie ciekawych filmów i dyskusja (polecam Zeszłej nocy i Małżeńskie życie), poszukiwania. Swoją drogą nie wiem, czy zauważyliście, ale fabuła większości filmów – jeden z małżonków jest zły, nie dba o tę drugą połówkę. Dlatego ona lub on zakochuje się w kimś, kto spełnia potrzeby i oczekiwania. I później już tylko kibicujemy, żeby romans kwitł.

5. Wspólne hobby łączy.

Nie chodzi o to, żeby wszystko robić wspólnie. Np. mój mąż sam z siebie czyta ciekawe rzeczy o Krakowie, później opowiada mi o budynkach i architektach. Podziwiam go za to, bo ja na wszystko odpowiadam Tallowski albo Szyszko-Bohusz (nazywany Wszystko-Bohusz z racji tego, ile zrobił w Krakowie).

Najpierw jeździliśmy stopem, czas od czasu, jedna wycieczka w wakacje. Później wymyśliłam rolki. Mąż kręcił głową, w końcu jeździł lepiej ode mnie. Później łyżwy i ta sama historia. W międzyczasie doszły planszówki i pieczenie chleba.

Fajnie jest wyjść gdzieś razem i zrobić coś wspólnie. Rozwijać się w jednym kierunku, uczyć się od siebie nawzajem, zarażać pasją i zainteresowaniem.

Mnie fascynuje poszukiwanie dobrych wzorców małżeńskich, takich w których para akceptuje siebie nawzajem i takich, w których mimo upływających po ślubie lat wciąż widać ten błysk w oku, kiedy jedno patrzy na drugie. I na koniec tego wpisu chciałabym i wam życzyć podobnych fascynacji!

Ciao!

You Might Also Like

  • http://andrrae.blogspot.com/ Andra

    Hejl :)
    Ekspertką nie jestem, ślubu nie wzięłam. Jednak mam taki wzorzec: moich dziadków. Cudne małżeństwo.
    Dzięki za rady! Może kiedyś wykorzystam. :)

    • http://www.marilabo.pl/ Mari

      To piękne – mieć wspaniałe wzorce w rodzinie! Ach, rozczulam się!

  • http://achyochyzksiazka.blogspot.com/ KassWarz

    Mnie mój mąż fascynuje od 12 lat razem, a prawie sześciu po ślubie :) ba mam wrażenie, źe im dalej w las tym nam lepiej, choć nie zawsze kolorowo.
    I owszem uczucie miłości jest zupełnie inne niż te 12, 10, 7 czy nawet 3 lata temu, ale to nie znaczy, że jest gorsze lub lepsze- grunt, że ciągle jest między nami :)

  • http://bitsandpictures.pl/ Ola

    Ej, ale przecież żeby wyciągnąć takie wnioski nie trzeba brać ślubu ;)

    • http://www.marilabo.pl/ Mari

      A jednak!
      Przekonały mnie do tego osoby, które po wielu latach mieszkania razem zdecydowały się na ślub. I zaczęły się zastanawiać, czy po ślubie będzie ta samo, co się zmieni i…odczuwały lęk przed tym wydarzeniem. Wobec tego ślub to coś więcej, niż mieszkanie ze sobą – nawet dla osób, dla których religia nie odgrywa ważnej roli.
      Wobec tego aby w pełni to sprawdzić, trzeba skoczyć na naprawdę głęboką wodę.

  • http://niebalaganka.pl/ Ania Legenza

    Świetny artykuł. Ze wszystkim się zgadzam, według mnie po ślubie coś się zmienia, ale na lepsze. Przynajmniej u nas tak było i nie chodzi mi tu o coś namacalnego, jest pełniej, mocniej. Najważniejsze, żeby w każdym związku zmieniać się razem, a do tego potrzeba właśnie rozmowy. I wspólne hobby – u nas im dłużej jesteśmy razem, tym mocniej zarażamy się naszym hobby. Ja zaczęłam oglądać filmy, które wcześniej mnie nie interesowały, a mąż łapie się za majsterkowanie i różne samoróbki :)

  • Zosia Momot

    Długie związki są super, nieważne czy kończą się ślubem czy nie. Jesteśmy razem od prawie 6 lat i mam wrażenie, że codziennie bardziej Go kocham :)

  • http://www.replanuje.blogspot.com/ Aleksandra Langiewicz

    Jestem aktualnie w pięcioletnim związku, na początku tego roku akademickiego zamieszkaliśmy razem. Okres który jest między nami teraz jest nieco burzliwy, ze względu na to, że cię docieramy. Na wierzch wyszło nieco więcej, więc i nieco więcej pojawiło się sporów. Na początku kompletnie sobie z nimi nie radziliśmy. Teraz jest nieco lepiej i już jedną nogą prawie z tego wyszliśmy. Tworzymy tę swoją historię, choć nie zawsze pełną kolorowych obrazków. :) ja pracuję nad sobą, on stara się też zmienić. Tylko… dlaczego mi to przychodzi tak łatwo, a jemu?… Eh. Muszę chyba uzbroić się w anielską cierpliwość.

  • http://www.sour-girl.pl/ sour-girl

    Zmienia się, oj zmienia. nie zawsze jestesmy na te zmiany gotowi, ale one przychodzą, czy tego się chce, czy nie. Świetnie, jeśli można w nich zobaczyc wartość, niestety wiele par nie jest w stanie przetrwać takiej próby. Na początku jest zwyczajnie łatwiej.

  • http://www.niemieckasofa.pl/ Aleksandra Jakubowska

    Mari, świetny artykuł :) Ja mam dopiero za sobą pół roku stażu małżeńskiego, ale wszystkie Twoje postulaty popieram. Ludzie przez te filmy w telewizji nauczyli się, że wszędzie musi być mnóstwo fajerwerków pozytywnych emocji i to najlepiej 24 godziny na dobę przez całe życie. Niestety prawdziwe życie bywa inne.

    P.S. Dwa razy punkt 5? ;)

  • http://isawpictures.blog.pl i saw pictures

    Ja myślę sobie, że czas tutaj jest kluczowy, że przede wszystkim spędzanie go razem, co uważam w dzisiejszym świecie pracy za bardzo trudne. Ale trzeba o ten fajny czas razem walczyć! Pozdrawiam ciepło :)

    • http://www.marilabo.pl/ Mari

      To prawda, wspólny spędzany czas to najlepszy prezent, jaki można dać sobie nawzajem.