inspiracje

Przekleństwo zapachu

Kiedyś wszystko było szare. Jak sama nazwa wskazuje – do mycia szare mydło, do włosów zwykły szampon, no i jeszcze pasta o zapachu w miarę neutralnym, ewentualnie miętowym.
Później zaczęły pojawiać się i wzbudzać zachwyt rzeczy o zapachu jabłka, miodu, cytrusów, wanilii i in. I to było świetne – pachnący proszek, nawilżacz powietrza, balsam, szminka…Można by długo wymieniać. To sprawia radość, to potwierdzają badania. Kupujemy żel pod prysznic najczęściej ze względu na jego zapach, mało nas interesuje jego skład. Podobnie z innymi produktami.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nos puchnie mi od zapachów.
Że np. taki odświeżacz powietrza, który miał zaczarować mój dom pięknym zapachem zielonych jabłek, odstawiony na chwilę na meble, przepalił je. Że kot po dotknięciu tego olejku pachniał nim tak intensywnie, że nie mogłam obok niego przebywać. Trzeba było go umyć, i chyba mimo wszystko był mi wdzięczny.
Że np. taki płyn do prania stosowany w minimalnej ilości sprawia, że unosi się tak przyjemny zapach, że najchętniej od razu bym zdjęła to ubranie. Tak, ten reklamowany.
Że np. taki żel pod prysznic z dodatkiem balsamu tak skutecznie otula moje ciało przyjemnym zapachem, że się nie poznaję. Może nie siebie konkretnie, ale męża już na pewno.
Zastanawiam się, czy nie daliśmy się zwieść tej zachęcie do maskowania. Nawet nie neutralizacji zapachów, bardziej dodawania sztuczności. Przecież nie wszystko musi pachnąć, bo powstaje kakofonia zapachów, przyczynia się do bólu głowy, a zamiast przyjemnego odprężenia czujemy, że coś nas osacza.

A przecież są piękne zapachy: jaśminu, pieczonego chleba i lipy. Wyczuję je na kilometr i biegnę w ich kierunku. Potrafię powiedzieć, gdzie w mojej okolicy jest krzak jaśminu, lipy albo dzikiej róży. A jak się uśmiecham na jego widok. Albo taki pachnący pomidor, ogórek, jabłko, nektarynka. Właśnie wczoraj nektarynka w sklepie tak bardzo mnie kusiła, że musiałam jej ulec i zaprosić do domu.
Piękno naturalnych zapachów wynika też z tego, że nie są drażniące. Nawet taki ocet, po który coraz częściej sięgam, kiedy cokolwiek trzeba wyczyścić, czasem dodaję go do prania. Stosuję go też jako odkamieniacz do czajnika. Zapach ten, choć początkowo trochę nieprzyjemny, znika po chwili bez skutków ubocznych dla mojego nosa. Podobnie cytryna, która też ma wielorakie zastosowania. I jeszcze piękno aromaterapii: eukaliptus, pomarańcza, sosna, drzewo zielonej herbaty.
A was jakie historie łączą z zapachami?

You Might Also Like

  • http://www.blogger.com/profile/10488107011325447471 Aurora

    Nie dalej jak wczoraj byłam na długim spacerze z przyjaciółką i zapach suszonego siana wzbudził w nas sentymentalny powrót do dzieciństwa na wsi :))

  • http://www.blogger.com/profile/16664463458231001936 Olga Cecylia

    Już od dawna uciekam od syntetycznych zapachów. Nie kupuję większości rzeczy, które opisałaś – po co? Dom pachnie mi jedzeniem… i domem. Mydłem do podłóg, ciastem i świeżo wypranymi firankami. Nawet perfumy wybieram najbardziej zbliżone do natury – ostatnio kwiaty bzu, jeden zapach, bez miliona mieszanek. I tak najlepiej pachniałam, kiedy pracowałam w cukierni :-)

  • http://www.blogger.com/profile/06382681844146167181 Mari

    Odświeżacz kupiłam pierwszy raz. O ten jeden za dużo.<br />O mydle do podłóg nic nie wiem, muszę zobaczyć, co to jest. O, a które zapachy są najbardziej zbliżone?<br />Pachniałaś cukiernią?

  • http://www.blogger.com/profile/09539091489145701316 Paweł Zieliński

    Mi zapachy nie kojarzą się zbyt często z jakimiś konkretnymi rzeczami/miejscami itd. ale być może dlatego, że nie zwracam aż takiej uwagi na ten fakt. :)<br />Pozdrawiam

  • http://www.blogger.com/profile/08237791833240385993 Freelancerka

    Niestety, przez problemy z alergią jakoś tak oduczyłam się brania głębokich wdechów na łonie natury i pewnie też przez alergię niezbyt lubię zapachy świeżo skoszonej trawy, bzu czy innych roślin… Ale zapach świeżego pieczywa to już jak najbardziej :) A jeśli chodzi o produkty chemiczne – ubrania wyprane w proszku dla dzieci to mój afrodyzjak ;)

  • http://www.blogger.com/profile/11718473496876261393 Karolina Franieczek

    Nigdy nie lubiłam mocnych, intensywnych i ciężkich zapachów. Swoją rolę odegrala tutaj pewnie moja alergia, która wyjątkowo uwrażliwiła mój nos. Uwielbiam zapach trawy, siana, ale po chwili to dla mnie dusząca katorga. Jeśli kupuję jakiś zapach, perfumy, etc. to jak najbardziej lekki, zbliżony do naturalnego. Uwielbiam np. zapachy delikatnie cytrusowe i takie świeże &quot;powietrzne&quot;.

  • http://myslownicelife.blogspot.com/ myslownicelife.blogspot.com

    Z zapachami natury mam jak jak Freelancerka, zaś pozostałe budzą we mnie mieszane uczucia. Chodzi o to, że jak się człowiek umyje pachnącym żelem pod prysznic, posmaruje pachnącym kremem, popsika pachnącym dezodorantem, ubierze w pachnące ciuszki, pospaceruje po pachnącym mieszkanku, przejedzie (i przejdzie) pachnącym odświeżaczem autkiem, do tego lekko zmęczy i spoci (ale to nawet niekoniecznie)

  • http://www.blogger.com/profile/02206533232917636474 SzczęścioManiaczka

    Ja mam jakiś spaczony węch, mało czuję (albo nie zwracam na to uwagi, muszę się temu bliżej przyjrzeć!) – zapach musi być intensywny, a jego źródło blisko mnie. Za to doskonale czuję zapach ludzi w autobusie i czasem się zastanawiam czy to taka &quot;strategia na wolne miejsce&quot;, że jak się wyperfumują intensywnie, albo nie umyją przez tydzień to robi się nagle dużo miejsca wokół tych ludzi,

  • http://www.blogger.com/profile/01618213616765409667 Karina

    niech pachnie tak, żeby tylko nie śmierdziało.

    • http://www.blogger.com/profile/06382681844146167181 Mari

      :) A widzisz, odkryłam, że to się nie sprawdza. No chyba, że &quot;nieśmierdzenie&quot; potraktujemy jako zapach neutralny. Wtedy, owszem. Zgadzam się całkowicie.

  • http://www.blogger.com/profile/03994836624861773951 Gaja

    Zawsze wącham jedzenie, nawet w miejscu publicznym nie mogę się powstrzymać. Inni twierdzą, że to niegrzeczne, ale wg mnie to odruch naturalny. Apetyczny zapach jedzenia, upewnia mnie, że nadaje się ono właśnie dla mnie :-)

  • http://www.blogger.com/profile/11246242219222292531 sour-girl

    dla mnie zapachy są wręcz nieodłącznie związane z pewnymi momentami w życiu. <br /><br /><a href="http://www.sour-girl.pl&quot; rel="nofollow">Jestem tutaj</a>

  • http://www.mobloguje.pl/ Monika Mo

    U mnie zapachy przywodzą wspomnienia, ale oczywiście nie chodzi o te syntetyczne sklepowe zapachy, których nie znoszę i nie kupuję. Lubię zapach po deszczu, lubię zapach rozgrzanego asfaltu w lipcu, lubię zapach soli rozrzuconej na oblodzonej ulicy w celach antypoślizgowych… Lubię zapach dziecka, zapach mokrego kota (zawsze gdy zaczyna padać deszcz, kot przybiega do mnie się przytulić, a

  • http://www.blogger.com/profile/06127959739017449310 Verónica

    ostatnio używam do włosów szamponu pokrzywowego i strasznie nie podoba mi się jego zapach.<br /><br />do prania od lat nie używam żadnych dodatków- i z zasady piorę rzeczy tylko w dziecinnych proszkach.<br />to już akurat mniej z uwagi na zapach, tylko te proszki mają najmniej chemii w chemii ;-)<br /><br />za to: uwielbiam sidolux konwaliowy, kiedy po sprzątaniu z podłogi unosi się zapach

  • http://www.blogger.com/profile/01811472446416054697 Justyna K

    świetny post <br />i bardzo fajny blog będę tutaj zaglądała<br />pozdrawiam i zapraszam do mnie

  • Anonymous

    zapach…hmmm…<br />bardzo ważna sprawa-jeden z najpiękniejszych to zapach śliwek &#39;lengroda&#39; dojrzałych w słońcu w sadzie mojego dziadka, zapach z dzieciństwa… zapach siana, ziół, zapachem dziekiej róży zachwycam się zawsze, zapach mielonej kawy, poziomek, fiołków…jest ich całe mnóstwo, a wszystkie, które kocham są NATURALNE!<br />nie toleruję raczej sztucznych zapachów, drażnią

  • Pingback: Miesięcznik 06'14 | marilabo.pl()