recenzja

Jak zamieniam chemię na jedzenie?

To była ciężka zima. Co chwilę łapały mnie drobne przeziębienia, wróciło zapalenie zatok. Denerwowało mnie to strasznie. Wiedziałam, że mój styl życia nie zmienił się znacząco, dlatego te zmiany i brak odporności wiązałam z żywnością.

Jestem mięsożercą, rzadko jednak sięgam po jedzenie śmieciowe, choć mogłabym się żywić, jak mawia mój mąż, pizzą i pączkami. Jak większość dorosłych słabo toleruję białko, choć bardzo lubię mleko. Ot, taka była sytuacja nim sięgnęłam po książkę Julity Bator Zamień chemię na jedzenie. W tej książce autorka dzieli się swoim odkrywaniem zdrowych produktów: kaszy, mięsa, nabiału, owoców i warzyw, słodyczy, napojów. Jak dla mnie, ogromnym jej plusem jest wyszczególniona lista najczęściej wykorzystywanych negatywnych składników oraz przepisy na zdrowe dania.
Zdaję sobie sprawę, że do tej pory mogliście przeczytać niejedną recenzję tej książki, m. in.tutu i tu. Ja jednak od początku chciałam podzielić się tym, jak przyswajam tę książkę.
Sytuacja 1:
Wróciłam ze sklepu. Na obiad bardzo wiosenne danie: ziemniaczki i zsiadłe mleko, które kupiłam. Mąż: a sprawdziłaś skład mleka? Na pewno wiesz, co tam jest?
Sytuacja 2:
W sklepie: Przejrzałem już wszystkie sery – tylko ten w miarę się nadaje. Zobacz, czy może być.
Sytuacja 3:
Przy nabiale: Co takiego powinien mieć kefir, żeby być kefirem? Mówię: wystarczy mleko i bakterie. To weź ten.
Tak, bo świadome robienie zakupów po lekturze tej książki staje się dość trudne i czasochłonne. Ale nawet kubki smakowe odczuwają korzyści. Jak z kefirem. Kiedy kupiłam ten o najprostszym składzie – delektowałam się nim jak najwspanialszą czekoladą. Ochy i achy. I od nowa. Zawsze po zakupach robimy wielkie testowanie kupionych serów. Rewelacja. Pamiętam jeszcze ten moment, kiedy wcześniej przynosiliśmy do domu sery z różnych półek cenowych i wszystkie smakowały tak samo: jak papier. A teraz: pyszne, pachnące i ciągnące się po podgrzaniu w opiekaczu. Ale z serami jest problem. Supermarkety często mają różnych dostawców: raz będą mieć wszystko Włoszczowy, kiedy indziej jakichś innych, mniej kojarzących się z pociągami, dostawców. Najczęściej kupię sery, które wyprodukowała (o) SOT. Mają najczęściej 3-4 składniki i tyle w zupełności wystarczy.
Jak widać, najłatwiej i najszybciej jest zadbać o jakość kupowanego nabiału. Stosunkowo łatwo zmienić swoje nawyki jedzenia słodyczy: domowe batoniki muesli, ciasteczka owsiane, czekolada i kakao. Najtrudniej, moim zdaniem, chleb. To dość podstawowy produkt, często w sklepie wyglądający ładnie, w domu szybko pleśniejący, często karmelizowany, najczęściej niezgodny z nazwą – np. z mąki pszennej, żytniej i drożdży sprzedawany jako chleb stricte żytni albo tzw. wiejski lub domowy. Marzy mi się robienie chlebów na zakwasie i, pewnie, niedługo zabiorę się za to.
Książka w żaden sposób nie namawia na ortodoksję żywieniową. Dla mnie jest podpowiedzią, ułatwieniem, zaoszczędzeniem czasu spędzonego na wertowaniu forum, poradników, dyskusji. I choć pozwalam sobie na niezdrowe odstępstwa, to często obecność w koszyku tych 2-4 zdrowych produktów, sprawia, że szukam jednak tych zdrowych przekąsek.
Bardzo ciekawa jestem waszych opinii o książce i zdrowym żywieniu.

You Might Also Like

  • http://www.lotsofsources.com/ LotsOfSources

    Trochę podobnie wygląda robienie zakupów w ciąży, gdy chce się jesć zdrowo bez konserwantów i jednocześnie unikając niepasteryzowanego mleka, wędlin, surowych ryb i mięs (w tym wędzonych etc). Z serków białych znalazłam ze dwa, które jem od kilku miesięcy…Żółte też uważnie przeglądam, ale jak się uda jeden 'w miarę' upolować to jest cud ;)

    • http://www.blogger.com/profile/06382681844146167181 Mari

      No właśnie, jest taki mit, że w ciąży trzeba dbać o siebie i zwracać uwagę na to, co się je. A później? A wcześniej?

    • http://www.blogger.com/profile/00297898152550044558 Pani Strzelec

      A moi bliscy mają taką teorię: w ciąży jedz wszystko, co jesz &#39;normalnie&#39;. Będziesz unikała czekolady/coli/czipsów/chemicznych pomidorów – dziecko i tak prawdopodobnie się z nimi zetknie, a nieprzyzwyczajone, może dostanie alergii.<br />Mądrość ludowa, nie naukowa, ale może szczypta prawdy w tym jest.

  • http://www.blogger.com/profile/03646467298689037400 Króliczek Doświadczalny

    Ucieszyła mnie jak dziecko Twoja wzmianka o Włoszczowie ;)<br />Chodziłam tam do liceum :)<br /><br />Ja też szukam, wybrzydzam, zmieniam ulubione produkty, wydaję więcej na jedzenie, ale twierdzę że warto – oszczędzam na lekach.

  • http://www.blogger.com/profile/09539091489145701316 Paweł Zieliński

    Zdrowe żywienie okej ale bez przesady w żadną stronę :-)<br />

    • http://www.blogger.com/profile/06382681844146167181 Mari

      o tym właśnie mówię. A co rozumiesz jako ok, a co jako przesadę?

  • http://www.lifemanagerka.pl/ lifemanagerka

    Nabiał to akurat moja bolączka :) nie lubię robić zapasów np. jogurtów naturalnych i serków wiejskich, bo mają krótki termin przydatności a mało ich jem, ale z drugiej strony nie mogę ich kupować w osiedlowym sklepie, bo wszystkie są do bani. W supermarkecie na te kilkanaście produktów znajdzie się 1 lub 2 z dobrym składem. Ile ja się naszukałam jogurtu naturalnego bez mleka w proszku! <br />

    • http://www.blogger.com/profile/06382681844146167181 Mari

      Z nabiałem mam podobnie. Jak znajdę dobry, to chcę kupić więcej. A nie zjem. Ale u nas w osiedlowym sklepie dowożą produkty okręgowych spółdzielni mleczarskich o dość dobrym składzie. Generalnie, z nabiałem w tym mlekiem jest tak, że dobre produkty są niereklamowane. Takie są przynajmniej moje obserwacje z tych niemal trzech miesięcy.<br />Co do książki Bosackiej – na razie pewnie się nie skuszę,

  • http://skrytkamagdaleny.com/ Magda Baranowska

    Od jakiegoś czasu zwracam uwagę (w miarę możliwości oczywiście) na składy produktów, takich jak jogurty, sery, kiełbasy i niestety stwierdzam, że nie jest to proste. Na początku zanim do koszyka trafił ten właściwy produkt, przejrzenie innych zajmowało mi sporo czasu. Teraz idzie mi szybciej, bo już z góry wiem po co sięgnąć. Ale nadal – wydaję więcej pieniędzy i muszę zastanawiać się nad tym co

    • http://www.blogger.com/profile/06382681844146167181 Mari

      A ja nie wiem, czy wydaję więcej. Tak się zastanawiam. No bo kupuję mniej, to raz, żeby się nie zmarnowało albo bo nie ma dobrego produktu, a dwa, bo te gorsze produkty kupuję rzadziej. I choć nie prowadzę bilansu, mam nadzieję, że to się równoważy ;)

  • http://www.blogger.com/profile/10488107011325447471 Aurora

    Rzeczywiście, o chleb najtrudniej. Nawet u mnie na wsi rodzinnej piekarnia robi &quot;pompowane&quot; bułki… a jeśli nie na wsi w piekarni, to gdzie dostać prawdziwy wypiek?!

  • http://www.blogger.com/profile/09472717168008673641 Wolinski SobasTV

    Ja mam najgorzej z chlebem już prawie jestem na etapie kupienia maszyny do pieczenia chleba i wyrabiania go w domu bo te sklepowe to syf

  • http://gadugada.wordpress.com/ gadugada

    Pół biedy, gdy robimy zakupy w sklepie, który ma szeroki wybór produktów. Gorzej, gdy np. jogurt kupujemy w drodze do pracy w osiedlowym sklepiku z jednym tylko jogurtem – niekoniecznie tym najlepszym. Zdrowe żywienie stawia przed nami poważne wyzwania :)<br />Ja też chciałabym wreszcie upiec sobie chleb, ale jakoś nie mogę się zebrać.

  • http://www.blogger.com/profile/14095799852464711650 Paula | one little smile

    Fakt, zakupy po przeczytaniu tej pozycji trwają o wiele dłużej, ale i satysfakcja z nich jest o wiele większa :) Dzięki za link!

  • http://www.blogger.com/profile/09539091489145701316 Paweł Zieliński

    Jako okej rozumiem sprawdzanie produktów pod kątem pochodzenia i składu a przesadą dla mnie jest sytuacja w której wzorujemy się na napisach, reklamach i modzie, która mówi, że &quot;to i to&quot; jest zdrowe a &quot;tamto&quot; nie bardzo. :)

  • http://www.blogger.com/profile/12407398866085789855 Amarena

    Też mam tę książkę i lubię ją, uważam, że jest przydatna, choć wiele z poruszanych tam kwestii nie było dla mnie odkryciem bo od dawna interesuję się tą tematyką. Jedno mogę stwierdzić z całą pewnością- na mnie zmiana sposobu odżywiania podziałała znakomicie jeśli chodzi o infekcje. Od roku nie miałam nawet kataru, nie zaraziłam się w pracy od żadnego ze smarkająco -kaszlących kolegów, ani od

  • Pingback: Zdrowe odżywianie to nawyk | marilabo.pl()