12 kwietnia 2014

Momenty: o ludziach 2

To bardzo ciekawe doświadczenie. Idziesz do kościoła na mszę w tygodniu. Już wchodząc, zaczynasz odczuwać, że coś nie tak. Wiesz, że taka sytuacja zdarza się w twoim życiu pierwszy raz. Siadasz w ławce, choć miejsc wcale nie tak wiele jak mogłabyś się spodziewać po mszy w tygodniu. Rozglądasz się po kryjomu. Kościół wypełniają mężczyźni! Prawie wyłącznie! Kobiet jest może jakieś 10%. Większość mężczyzn jest w wieku podeszłym. Patrzysz na te złagodniałe rysy twarzy, na tę jakby babciną formę męskości.

Po raz pierwszy zauważasz, że tak jak część kobiet starszego pokolenia chodzi wyłącznie w spódnicach, tak samo oni czymś się wyróżniają od pokolenia od siebie młodszego. Nie noszą dżinsów! To jest takie piękne przywiązanie do swoich czasów, tak jak wtedy, kiedy dzieci nosiły ubrania typowo dziecięce w kwiatuszki itp, a nie te pomniejszone dorosłe. Później przychodził moment przeskoczenia na ubrania dziewczęce-chłopięce, aż wreszcie typowo dorosłe. Rodzaj przynależności do swoich czasów.
 Tu nawet nie o to chodzi. Dociera też do Ciebie męska narracja, te historie, które oni mogliby przeżyć. Ten dziarski wyprostowany dziadek idący żwawym krokiem, i ten, którego pod rękę prowadzi żona, nasz sąsiad, albo tamten z aparatem słuchowym i jego kolega. To, że mężczyźni nawet historie rodzinne opowiedzieliby inaczej. Gdyby chcieli o tym mówić. Gdyby byli.
 *
jeśli chodzi o istnienie mężczyzn w Kościele, już od kilku lat przyglądam się inicjatywie kierowanej  mężczyzn. Zwłaszcza uwielbiam ich plakaty. Na rynku wydawniczym istnieje też podobno (nie czytałam) dość ciekawa książka Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła.

10 kwietnia 2014

Jak rozmawialiśmy o przywództwie. YINLPL2014

Przywódca - świetne słowo. Kto by choć nie kiedy chciał nim być. Takim przywódcą z prawdziwego zdarzenia! Swoją drogą - przywódcą jest czy się staje?
Chciałam też i ja, dlatego kiedy w odmęcie sieci trafiłam na link YINLPL, to stwierdziłam, że muszę tam być. Najpierw trzeba było wysłać zgłoszenie - dlaczego właśnie mnie powinni wybrać. Cóż, skromnie mówiąc, udało mi się ich przekonać. Jak się później okazało zgłosiło się ok. 4 osób na jedno miejsce, więc "załapanie się" do tej wybranej grupy już było pewnym wyróżnieniem.
Prawdę mówiąc, trochę się bałam. Czego? Ot na przykład, że trafię w środowisko narcystycznych liderów, jak ja ich nazywam. To tacy, którzy zawłaszczają miejsce i scenę komunikacji. Tacy, którzy tylko "ja", "ja", "ja". Ot takie drobne obawy.
Kiedy w sobotę wczesnym rankiem przebiegłszy zmarznięta Floriańską wylądowałam w siedzibie Google i zobaczyłam znajome twarze - pomyślałam "będzie fantastycznie!" I było. Dostaliśmy takiego kopa do działań, że logiczne jest, by przekazać go dalej. Więc kopię was, czytelnicy moi! Ruszcie tyłek! Do roboty!

Tak naprawdę mottem tej konferencji można uznać słowa: Zacznij od siebie.
To nawet nie ważne, czy mówimy konkretnie o byciu jakimś przywódcą, osobą aktywną, kimś, kto działa.
Dodatkowo, im bardziej się angażujesz, tym lepiej to wychodzi. Co więcej, tym bardziej jesteś oddany projektowi, a on sprawia satysfakcję. Tak można podsumować wystąpienie Adama Karcza koordynatora projektu Husar (tak właśnie tego, w którym kurier zgubił paczkę z robotem księżycowym).

Co więcej, Twoje zaangażowanie udziela się innym. Do tego na podstawie schematów i badań naukowych przekonywał nas Cezary Wójcik, profesor PAN i SGH, który znajduje czas i ma chęć, żeby w sobotni poranek inspirować młodych. Tutaj stale się zastanawiam po tym wystąpieniu jak zoptymalizować zaangażowanie. Już wyjaśniam. Zauważyłam, że często w grupie bywa tak, że osoba, która się angażuje zaczyna wykonywać coraz więcej pracy, m.in. tę, za którą byli odpowiedzialni inni. I interesuje mnie granica między byciem zaangażowanym koordynatorem projektu a kimś, kto odwala (czarną) robotę.
zdjęcia zostały udostępnione do dzielenia się przez organizatorów
Mnie najbardziej w pamięci pozostało wystąpienie Romana Łozińskiego z agencji Ars Thanea. Roman mówił o domniemanej wielkości, tzn. o tym stanie, w którym tak bardzo cieszysz się, że robisz coś niesamowitego, że to aż nie wychodzi. Cieszysz się, zamiast pracować. Jarasz się przyszłym sukcesem, zamiast go dopieszczać. Roman mówił też o robieniu rzeczy niezwykłych, przy czym kompetencji do robienia tych rzeczy nabywamy właśnie w trakcie robienia. I co najważniejsze, mówił o takiej chęci bycia najlepszym, w tym, co się robi, która napędza do działania. A ponieważ po każdym wystąpieniu była opcja zadawania pytań, udało mi się zadać moje. I zapamiętać odpowiedź.

Ale tak naprawdę, to nie prelegenci byli tutaj najważniejsi. Inspirowali, tworzyli atmosferę, ale to była niesamowita możliwość poznać masę zajawionych ludzi. Startupowców, mieszkańców internetów i realu, pasjonatów aktywnie działających w swoim środowisku. Organizatorzy zadbali o to, żeby ułatwić takie poznanie: sporo przerw, w tym godzinna obiadowa, a później afterparty, gdzie spokojnie przy piwie można było porozmawiać o pracy dokumentalisty, roli kobiet, robieniu fajnych rzeczy w sieci, prowadzeniu badań naukowych, nauce języków, inspirujących ludziach. Na naszych plakietkach były wypisane trzy rzeczy, o których można z nami porozmawiać. Świetny sposób na smal talk.
Na koniec: DZIAŁAJCIE! I koniecznie weźcie udział w konferencji w przyszłym roku.

07 kwietnia 2014

Magia wystąpień publicznych

Wracałam do domu na skrzydłach. I to wcale nie dlatego, że było piątek. Udało się. Ja mówiłam, oni słuchali, później jeszcze czas na pytania i odpowiedzi. Wiedziałam, że było dobrze.
Jest taki moment, w którym odkrywasz, że lubisz występować publicznie. Znika strach: głos uwięźnie w gardle, zanudzisz ich, dotrą do ciebie odgłosy chrapania albo wszyscy po prostu wyjdą. Pojawia się poczucie misji. Odkrywasz tę frajdę.Trzeba tylko znać się na temacie i chcieć go przekazać innym. Co wcale nie jest takie proste.
Jest sobie taki temat, który przychodzi ci do głowy. Genialny i ciekawy. Wchodzisz w to. Szukasz materiałów, znajdujesz najpierw jakieś poszlaki, później tworzysz z tego całość. Wiążesz to z tym, już znasz. Dwa dni przed wystąpieniem znajdujesz kobyłę, która zawiera wszystkie potrzebne informacje. Wertujesz, wertujesz, przyswajasz.

Robisz prezentację. Robienie prezentacji to kolejna fajna przygoda, która może pochłonąć sporo czasu. Wrzucasz hasła na slajdy, szukasz ciekawe legalne zdjęcia. Możesz też skorzystać z prezi, to dopiero jest przygoda!
Dzień przed prezentacją. Masz już wszystko. Drukujesz, czytasz, kreślisz niemiłosiernie po kartce. Wciąż zastanawiasz się, czy występować z kartką czy bez. Kartka bywa pomocna najczęściej w dwóch sytuacjach. Jeśli nie ogarnąłeś tematu w choćby 80% lub jeśli znasz się na temacie za bardzo. To pierwsze, żeby totalnie się nie pogubić, to drugie, żeby zmieścić się w ramach czasowych. Na pewno przyda się dobrze przemyślany plan.
Tak naprawdę uświadamiasz sobie, że znasz się na temacie, kiedy potrafisz przez 20 minut odpowiadać na pytania z nim związane. Co więcej, podczas tych odpowiedzi zdajesz sobie sprawę, że właśnie łączysz wiedzę, której dotychczas ze sobą nie wiązałaś. Uśmiechasz się wtedy i już wiesz, że poszło dobrze.

Uwielbiam mówić publicznie, chodzę wtedy, patrzę uważnie na twarze i, jeśli trzeba modyfikuję temat, by odzwierciedlały, to co chce. Kreślę po tablicy, zadaję pytania. Mam wtedy taki flow, jestem tu i teraz, żeby przekazać wiedzę i informacje. To, co poza tą salą przestaje istnieć. Niesamowite. Takich chwil i tobie życzę.

Jako inspirację wrzucę tu kilka fantastycznych wystąpień publicznych. Enjoy!

Jak bardzo potrzebujemy prądu. Życie w cyfrowym teraz
                                                                  
Czekający na weekend vs kreatywni wykorzystujący sytuacje. Edukacja + piękny brytyjski akcent
I nie bez powodu o inspirujących liderach. Powód będzie w kolejnym artykule.
I już na sam koniec kilka linków z wizualną stroną prezentacji: 1, 2, 3.
Bardzo ciekawa jestem Twoich doświadczeń z wystąpień publicznych. Co cię uskrzydla?

02 kwietnia 2014

Miesięcznik 03'14


MÓJ MARZEC

Czas nie dogoni nas. I o to w drugim dniu kwietnia próbuję podsumować marzec. Jakoś na samym początku wybrałam się do Warszawy. To był czas, kiedy nowy krakowski Dworzec PKP był czynny dopiero od kilku dni. Interesował mnie niezmiernie, uwielbiam (uwielbiałam) wszystko, co jest związane z pociągami, chciałam nawet zostać maszynistą, ale z rozmów z maszynistami wynikało, że mają limity miejsc, nie szkolą nowych itp.

Później w zasadzie albo chorowałam (ale wiem już jak wyleczyć zapalenie zatok w trzy do czterech dni), albo pracowałam. Starałam się zwracać uwagę na produkty spożywcze, które kupuję. To po lekturze Zamień chemię na jedzenie i np. nie potrafię zrozumieć co robi mleko pesteryzowane, homogenizowane i UHT w lodówce. Prawdopodobnie udaje, że jest dobre.
 Nie mogłam oderwać oczu od okładki Zwierciadła. Najlepsza, jaką zrobili, a okładki śledzę o jakiegoś czasu (5-6 lat). Bardzo lubię ich estetykę. I niedługo będę mieć podobne zdjęcie. O, widzicie, nawet mam już czerwone spodnie. Spodnie akurat pochodzą ze SWAP PARTY, o którym pisałam przy okazji czyszczenia garderoby. Byłam pierwszy raz i bardzo mi się ta idea spodobała. Jedynie zauważyłam, że nie jest to sposób na pozbycie się ubrań, tylko na zamianę starych na nowe.


#BLOGEXPERTS

Nie mamy już co narzekać, że w Krakowie nie ma imprez blogowych. Ta była i była świetna. Nie mogę się doczekać kolejnej, która będzie prawdopodobnie gdzieś jesienią. Jakby tu streścić te kilka godzin? Ekipa BE zrobiła kawał dobrej roboty. Gościło nas Hub:rarum, które spodobało mi się jako przestrzeń do realizacji pomysłów.
Wracając do BE z ogromną przyjemnością słuchałam panelu dyskusyjnego z udziałem Magdy, Arleny, Michała, MrVintage i Pawła. Czytam ich już od dawna, a to była pierwsza okazja zobaczyć kim naprawdę są i czy, to tak w temacie panelu, są spójni. Bo głównie o to chodziło: żeby przekazywać treści, tworzyć coś od siebie, coś wartościowego. I bardzo się cieszę, że zaczęliśmy mówić, że blog może, powinien poruszać problemy, mieć jakąś misję. Że blog lifestylowy wymaga wiele rozumu, może tak to bym nazwała, a życie to przecież nie tylko lukier, cud, miód i ładne zdjęcia. Że blog, ma ramki takie, jak mu nadamy i wiele w tych ramkach może pomieścić. Pytanie jak to współgra z osobowością autora. Słuchając tej debaty wielokrotnie chciałam powiedzieć: tak, no właśnie! no jasne, że tak!


Wisienką na torcie była prezentacja Pawła Tkaczyka. Po raz pierwszy miałam okazję go słuchać i potwierdzam, to jest ktoś, kto zarabia na życie opowiadaniem historii. Słuchałam z wielką przyjemnością, a treści, które usłyszałam do tej pory pamiętam. I rzeczywiście zrobię z nich użytek. O BE można poczytać tu i tu.
Później było też spotkanie z użytkownikami twittera. Na co dzień niezbyt często z niego korzystam, choć aktywniej niż tuż po założeniu konta. Co mnie na początku zdziwiło, ale i uszczęśliwiło, że nie jest to spotkanie ludzi, którzy tylko rozmawiają o twitterze, wyjmują telefony i ćwierkają dalej. Tak, kajam się, ale tak to sobie właśnie wyobrażałam. A przecież na spotkaniach blogerów nie pisze się blogów!

Do przeczytania

Serialowy alfabet Toli
Przepiękne zdjęcia, w których się zakochałam, są do pooglądania.
Języki obce i komputer - jak zrobić z tego użytek?
O pułapce porównania
Jak przygotować swój Elevator Pitch?
Ciekawy post o tym jak się pisze bloga.
Zbliża się pora podróżowania. Adamant Wanderer radzi jak wybrać dobry hostel
Wiosna, to też i zdrowie. Warto pamiętać o piciu pokrzywy i nie dopuścić do tego, żeby być skinny fat.

Jak wam minął ten miesiąc? Co ciekawego polecacie? Koniecznie napiszcie w komentarzu.

28 marca 2014

Momenty: o ludziach


Mdłe wczesne popołudnie, świeci słońce, dzień jest wyjątkowo ciepły jak na tę porę roku. Czeka mnie niecałe 20 minut w autobusie jadącym z Huty na Azory. To pora, w której przemieszczają się głównie starsze osoby na Targ Ibramowski i z powrotem, matki z dziećmi. Nawet młodzieży zbytnio nie było. Trasa też nie jest zbyt uczęszczana, najczęściej jeździ nią autobus tarego typu, taki, w którym nie ma automatów.

Na przystankach ludzie wsiadają i wysiadają. Wsiada babcinka, chucherko takie, że bałabym się przy niej głośniej odetchnąć. Na szczęście szybciutko znajduje się dla niej miejsce. Przystanek dalej, przez inne drzwi wsiada starsza pani, na oko 20 lat młodsza od tamtej, choć kto wie. W tym wieku zdrowie wpływa na wszystko. Elegancku umalowana, zadbana. Szuka dla siebie miejsca w autobusie. I znajduje. I tak się staje, że tuż przy babci-chucherku. I przy każdej dziurze w drodze jeb babciulkę swoją torbą wiszącą na ramieniu. Babulinka delikatnie prosi o zdjęcie tej torby. Na co damulka: Wygody jej się zachciewa! Siedzisz, Babo, to siedź dalej! Torby, oczywiście, nie zdjęła.


Morał pierwszy: czasami tych ust lepiej jednak nie otwierać. Nie tylko nieświeży oddech może zatruć otoczenie.

Morał drugi: nie warto generalizować obrazu starszych osób. Jak żadnej innej grupy, zresztą.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...